Uchronić sól od zwietrzenia, czyli dylematy spisowe na Zaolziu A.D. 2021
HomePageAktualności i Wydarzenia → Uchronić sól od zwietrzenia, czyli dylematy spisowe na Zaolziu A.D. 2021
24.02.2021
Uchronić sól od zwietrzenia, czyli dylematy spisowe na Zaolziu A.D. 2021
Spisy powszechne są stare jak ludzkość, albo ściślej tak stare, jak świadomość tego, że ich wyniki mogą posłużyć komuś do sprawowania symbolicznej lub materialnej kontroli nad jakimś terytorium i jego populacją. Jedną z ofiar spisu powszechnego był swego czasu sam Jezus Chrystus, który gdyby nie tzw. Spis Kwiryniusza dotyczący mieszkańców rzymskiej prowincji Syrii oraz Judei za czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta, urodziłby się zapewne w normalnych warunkach w swoim domu w Nazarecie zamiast w bydlęcej grocie w Betlejem. Spisy powszechne wielu ludziom i narodom dały się mocne we znaki.
Spis statystyczny jako rodzaj kontroli i przejaw władzy
Władcy od zamierzchłych czasów uwielbiali spisy statystyczne, gdyż dawały im one poczucie panowania nad ludźmi, zwierzętami, nieruchomościami, innym majątkiem i tym wszystkim, co pozostawało w polu zainteresowania rachmistrzów spisowych, odpowiednio werbowanych i szkolonych w dociekaniu różnych informacji. Do połowy XIX wieku spisy statystyczne służyły na ogół głównie celom podatkowym i wojskowym (rekrutacja do armii w ramach powszechnego poboru). Postępująca od przełomu XIX i XX wieku demokratyzacja i nacjonalizacja życia społecznego wymusiła częściową korektę polityki spisowej. Do życia budziły się nowoczesne (masowe) narody, które odczuwały potrzebę policzenia się oraz policzenia tych wszystkich, którzy z jakichś względów do przyjętego wzorca dominującej i tytularnej narodowości nie pasowali (mniejszości). Przy czym narodowość określano na zasadniczo dwa sposoby. I tak początkowo narodowość uznawano na podstawie arbitralnej oceny (przez rachmistrza spisowego reprezentującego określone interesy narodowe) języka używanego w codziennej komunikacji przez głowę rodziny. Stopniowo, dopiero od początku XX wieku podstawą uznania narodowości danej jednostki stała się jej suwerenna decyzja, strzelisty akt samoświadomości narodowej wyrażany w obecności rachmistrza spisowego. Warto uświadomić sobie zatem rzecz podstawową, że raptem od niespełna 100 lat, demokratyczny świat, a ściślej ta jego część, w której odróżnia się obywatelstwo od narodowości (co we Francji jest niemalże zakazane, a w państwach anglosaskich uznawane za niegroźne dziwactwo i rodzaj etnicznego skansenu), w wielu przypadkach żyje… od spisu do spisu, co dziesięć lat konfrontowany z danymi spisowymi, które potrafią ostro namieszać w lokalnej polityce, a często i międzynarodowej polityce.
Spisy powszechne w Europie Środkowo-Wschodniej po 1989 roku: emocje i konflikty
Spisy powszechne w zdecydowanej większości państw Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza te po 1989 roku, zawsze rodziły wiele emocji oraz rozbudzały nadzieje i obawy. Niejednokrotnie stanowiły paliwo dla podsycania konfliktów etnicznych. Warto w tym miejscu przyjrzeć się dwóm jakościowo różnym sytuacjom.
Z jednej strony mamy bowiem do czynienia ze spisami, w których stawką jest uzyskanie przez daną grupę etniczną większości na danym terytorium lub uzyskanie pozycji „znaczącej mniejszości” aspirującej do odgrywania roli narodu konstytucyjnego. Pierwszy przypadek dotyczy Boszniaków (muzułmanów bośniackich) w Bośni i Hercegowinie, którzy w 1991 roku stanowiąc 43,2% populacji tej postjugosłowiańskiej republiki kontrolowanej przez Wysokiego Komisarza ONZ, w 2013 roku w wyniku spisu, który niemalże cudem pod presją społeczności międzynarodowej udało się przeprowadzić po ponad 20 latach, uzyskali 50,1%. To zaś stało się asumptem do pełzającej rewizji ustroju politycznego Bośni i Hercegowiny, która niewykluczone, że zakończy się secesją Republiki Serbskiej jako składowej BiH oraz ustanowieniem trzeciego na Bałkanach obok Kosowa i Albanii państwa z większością ludności muzułmańskiej. Drugi przypadek dotyczy Albańczyków w Macedonii (Północnej), którzy sami siebie szacują na ok. 40% populacji, podczas gdy władze w Skopju uznają wyniki ze spisu z 2002 roku, w którym Albańczycy stanowią równo ¼ społeczności tego kraju. Planowany na październik 2011 r. spis powszechny został odwołany na skutek napięć politycznych między partiami politycznymi reprezentującymi Macedończyków i Albańczyków. W tym roku ma zostać podjęta kolejna próba przeprowadzenia spisu, który już teraz rodzi wiele napięć i emocji. W obydwu przypadkach – sam spis powszechny stał się orężem w walce politycznej. Praktyka odraczania spisu, negocjowania zasad i terminu jego przeprowadzenia lub jego bojkotowania jak np. w Dolinie Preszewa w Serbii przez Albańczyków – to część etnopolityki i walki o władzę, gdzie każdy procent, a nawet promil może mieć istotne znaczenie.
Z drugiej strony obserwujemy zanikające mniejszości, które niegdyś stanowiły o tożsamości danego miejsca i jego wielokulturowej społeczności. I tak z etnicznej mapy Słowacji znikają Niemcy karpaccy, Serbołużyczanie z Niemiec, z mapy Rumunii – Szwabi banaccy i Sasi siedmiogrodzcy, Polacy na Ukrainie, Lipowanie (staroobrzędowcy) w Delcie Dunaju, Karakaczanie w Grecji, Torbesze w Macedonii czy Pomacy w Bułgarii.
Słowem: przypływy i odpływy coraz precyzyjniej przeliczane. Narody i mniejszości narodowe/etniczne pojawiają się i znikają. Taka jest odwieczna reguła dziejów ludzkości. Czasem znikają z uwagi na procesy demograficzne i starzenie się populacji mniejszościowej, czasem procesy te są administracyjnie przyspieszane.
Pozostać solą niezwietrzałą
Daleki jestem od radzenia Zaolziakom, którzy swoimi rodzinami od kilku pokoleń przeżyli różne sytuacje, kiedy trzeba było zadeklarować się narodowościowo. Jak mieliby się zadeklarować teraz, w 2021 roku, zdecydują sami pomni doświadczeń ostatnich kilku dekad. Jako badacz relacji etnicznych, konfliktów etnicznych i nacjonalizmów, z moim ponad 20 letnim doświadczeniem naukowym, zachowuję ostrożność w tego typu sprawach, bo wiem, że tutaj trzeba szczególnej wrażliwości. Bo przecież nie jedna rodzina jest podzielona narodowościowo, i w wielu przypadkach jest to efekt wieloletnich sporów, kontrowersji, różnych wizji siebie i swojej przyszłości.
Czy chciałbym, aby polskość rozkwitła na Zaolziu przy okazji spisu? Tak! Po pierwsze dlatego, że jest ona prawdziwa i wielu Polaków z Polski mogłoby nauczyć się polskości od niejednego Polaka z Zaolzia. Po drugie dlatego, że w moim przekonaniu polskość jest solą tej ziemi, wieloetnicznej, wieloreligijnej, wielokulturowej. Bez polskiej soli, soli niezwietrzałej, Zaolzie straciłoby swój wyśmienity i niepowtarzalny smak, swoja oryginalność i swoją tożsamość stając się zwykłym obszarem peryferyjnym ze wszystkimi tego oznakami i niedogodnościami.
Dwie drogi
W moim przekonaniu Polacy na Zaolziu mają przed sobą dwie drogi. Pierwsza to wybór konformistycznego wkomponowania się w tzw. ogół społeczeństwa. Dla świętego spokoju, dla nienarażania się Czechom, dla rzekomo nowoczesnej postawy uznającej narodowość i etniczność za relikt minionej epoki, coś nienowoczesnego, nie na te czasy. Wreszcie, powiedzmy to szczerze – z kompleksów, w które część mieszkańców Zaolzia wpędzono toporną, lecz niestety skuteczną komunistyczną propagandą wyrażającą jasne stanowisko: folklor – tak, polskość – nie. Nota bene owa propaganda po pewnym liftingu co ciekawe nadal działa na umysły części Polaków i ich czeskich sąsiadów, utrwalając rozmaite resentymenty. Wybór tej opcji nic nie kosztuje. Właściwie nie trzeba nic robić, wystarczy zostać w domu. To rodzaj samobójstwa, którego śmiertelne skutki rozłożone są na raty, oprocentowane zagubieniem tych, którzy przestali być Polakami, ale nie zaczęli być… no właśnie, kim? Czechami, kosmopolitami, „tutejszymi”?
Druga droga to „pokazanie rogów” i próba upodmiotowienia się. Przyznanie się do polskości to nie zapisanie się do partii politycznej, jak część komentatorów zdaje się sugerować. Polskość, w odróżnieniu od czeskości (przy całym szacunku dla czeskiego odrodzenia narodowego), była od samego początku bardzo inkluzyjną formułą tożsamościową. Do tego stopnia, że badacze ustroju Stanów Zjednoczonych Ameryki, bardzo często w swoich analizach nawiązują do wzorca polskiego, a konkretnie wzorca Rzeczypospolitej (wielu narodów). Polakami ogłaszali się Litwini, Białorusini, Rusini (Ukraińcy), Żydzi, Ormianie, a nawet i… Niemcy. Czesi również. Żadnemu innemu narodowi w Europie Środkowej nie udało się stworzyć tak pojemnej tożsamości narodowej, która łączyłaby różne etnie i różne wyznania. Bo Rzeczypospolita budowana była od samego początku na wzorcach republiki rzymskiej. O czym niestety często zapominamy.
Radosław Zenderowski
Kongres Polaków
w Republice Czeskiej
Hrabinská 458/33,
737 01 Czeski Cieszyn
polonica.cz